Współpraca polsko-słowacka nie działa, zwłaszcza w kwestii autobusów transgranicznych. Powstanie podręcznik dla urzędników, by tę współpracę usprawnić

Niedawno minęło osiem lat od momentu, gdy grupa ekspertów od współpracy polsko-słowackiej założyła inicjatywę obywatelską „Polska – Słowacja – autobusy” i zwróciła się do urzędników z wnioskiem o uruchomienie spójnego systemu samorządowych autobusów i pociągów transgranicznych. Cały ten czas od 2013 roku to niekończący się okres w którym marszałkowie, starostowie, wójtowie i burmistrzowie chcą uruchomienia autobusów transgranicznych i podpisują stosowne deklaracje, a podlegli im urzędnicy bronią się przed tym projektem jak mogą, bo ten temat jest dla nich nieznany i niezrozumiały. Dlaczego? Przyczyną jest brak znajomości języka słowackiego na poziomie słownictwa urzędniczego, prawnego i samorządowego (a jest ono totalnie niezrozumiałe w odróżnieniu od codziennego języka słowackiego, który jest podobny), a także brak znajomości słowackiego prawa i specyfiki słowackich urzędów. Nic dziwnego, bo nikt polskich urzędników samorządowych tego nie uczy, nie kieruje na żadne szkolenia, a nie było do tej pory żadnego podręcznika, z którego mogliby się tego wszystkiego dowiedzieć. Urzędnicy dostają nowe zadania (np. mają „zrobić” autobusy transgraniczne), a nikt im nie mówi jak, nie daje za to premii, nie motywuje – są to tylko dodatkowe obowiązki i stresujące sytuacje, zamiast ciekawego doświadczenia za którym pójdzie awans i podwyżka. Stąd pomysł, by pomóc urzędnikom zrozumieć Słowację i tym samym popchnąć prace nad autobusami transgranicznymi do przodu, również na poziomie urzędów gmin i starostw powiatowych.




Powstaje podręcznik dla urzędników. Możesz wypełnić ankietę, by wpłynąć na to co jeszcze w nim opiszemy

Od listopada 2020 trwają prace nad liczącym ponad 500 stron podręcznikiem skierowanym zwłaszcza dla samorządowców z Podhala, Podbeskidzia, Żywiecczyzny, Sądecczyzny i Podkarpacia oraz Urzędów Marszałkowskich w Krakowie, Katowicach i Rzeszowie, w którym w przystępny sposób wytłumaczone będzie od A do Z jak funkcjonuje Słowacja i w jaki sposób zabrać się do współpracy w konkretnych projektach. Napisane jest już około 300 stron, a o tym co jeszcze powinno się znaleźć w podręczniku, chcielibyśmy zapytać w anonimowej ankiecie samych zainteresowanych – czyli urzędników, marszałków, burmistrzów, wójtów, starostów, radnych wszystkich szczebli, a także pracowników biur poselskich i senatorskich. Podręcznik kierujemy również do przedsiębiorców (w tym właścicieli hoteli, restauracji, pensjonatów i kwater, którzy chcieliby pozyskać klientów ze Słowacji) oraz dziennikarzy i wszystkich zainteresowanych Słowacją. Szczególnie zależy nam, by podręcznik przeczytali dziennikarze podhalańskich mediów (a wcześniej by zgłosili swoje uwagi, co powinno się w nim znaleźć) – tak aby łatwiej poruszali się w słowackiej rzeczywistości i by wiedzieli, do kogo na Słowacji zwrócić się z prośbą o komentarz, który urząd za co odpowiada, aby w mediach pojawiało się więcej materiałów dotyczących naszego wspólnego pogranicza.

Przekleństwo podobnego języka. Wydaje nam się, że wszystko o Słowacji wiemy, a to nieprawda

Przekleństwem współpracy polsko-słowackiej jest zbyt duża pewność siebie obu stron tej współpracy, którzy są przekonani, że nie jest im potrzebna żadna pomoc ze strony ekspertów od Słowacji / Polski, bo sąsiedni kraj i język są tak bardzo podobne i mało wyraziste, że wiedzą o nim wszystko. Co ciekawe, obie strony są szczerze przekonane, że ten drugi kraj jest co prawda fajny i sympatyczny, ale taki trochę dziwny i niedorozwinięty. Polscy samorządowcy uważają, że Zakopane, Kościelisko i Podhale to oaza dobrobytu i przedsiębiorczości, a na Słowacji „wieje komuną”, „panuje tam bieda” i że „Słowacy blokują dostępu do swojego rynku Polakom i nie chcą z nami współpracować” – co jest oczywistą bzdurą. Słowacy są przekonani, że Polska to fascynujący kraj, ale „panuje tam bieda, Polacy to cwaniacy, cinkciarze i drobni handlarze i jest to jakiś kraj trzeciego świata, bo nawet nie ma normalnego transportu autobusowego tylko jakieś rozwalone ciasne busy którymi nie wiadomo jak się przemieszczać, bo nigdzie nie ma rozkładu jazdy”. Słowacy uważają również, że polskie morze jest zimne jak na północy Skandynawii i absolutnie nawet nie ma mowy, by się w nim kąpać, bo nawet w lecie jest tam około 6-7 stopni.

Polacy z Podhala wizualizują sobie jakieś wirtualne „serce Słowacji” i „centrum decyzyjne państwa” gdzieś w rejonie Popradu i Liptowskiego Mikulasza. Mówiąc „Słowacy zdecydowali” podświadomie wydaje im się, że decyzje o charakterze ogólnokrajowym zapadają właśnie w tym rejonie, że najważniejszym rejonem Słowacji są Tatry i okolice, a najważniejszym sąsiadem jest Polska. Jest to bzdura, bo centrum decyzyjne to oczywiście Bratysława (i w dużo mniejszym stopniu Koszyce), a tamtejsza elita polityczna, społeczna, medialna i biznesowa jest zapatrzona w Austrię, Węgry, Niemcy i trochę Czechy, a Orawa i Spisz to dla nich „koniec świata”, peryferie takie jak dla Małopolan Podlasie czy Świnoujście. Podhalanie są przekonani, że Słowacja żyje z turystyki, co jest oczywistą bzdurą – podstawą słowackiej gospodarki jest bowiem przemysł zlokalizowany głównie w Zachodniej Słowacji i usługi międzynarodowych korporacji zlokalizowanych głównie w Bratysławie, a turystyka górska odpowiada za zaledwie kilka procent PKB kraju i z punktu widzenia Bratysławy jest totalnie nieistotną gałęzią gospodarki.

Gdy Słowacja w czasie pandemii zamknęła granicę z Polską (i innymi krajami), Podhalanie zrozumieli to tak, że jakieś rzekome centrum decyzyjne spod Tatr z Popradu, Orawy czy Dolnego Kubina zrobiło to specjalnie, żeby odgrodzić się od Jabłonki, Zakopanego czy Nowego Targu, „bo nas nie lubią” lub „pewnie mają jakiś interes”. W rzeczywistości decyzje te podjęła (i podejmuje w takich sytuacjach) grupka polityków i urzędników z Bratysławy, którzy w Tatrach byli może kilka razy w życiu bo bliżej mają w Alpy – półtorej godziny jazdy tuż za Wiedeń, a podejmując takie decyzje ani przez chwilę nie zastanawiali się, jak to wpłynie na sytuację polsko-słowackiego pogranicza. Zamknęli granicę nie z Polską, ale również z Polską a głównie mieli na myśli granicę z Austrią, Węgrami i Czechami, a tę polską granicę zamknęli tylko przy okazji, nie myśląc w ogóle o tym czy to ma sens. Pogranicze z Polską to dla nich „biała plama”, podobnie jak cała Wschodnia Słowacja, a już Górna Orawa i Pieniny to prawdziwy koniec świata – inaczej niż Wiedeń czy Budapeszt. Polacy z Podhala oburzają się więc na Bogu ducha winnych „Słowaków” (rozumianych jako monolit co jest bzdurą) i uważają, że „ze Słowakami trudno się współpracuje bo są do nas uprzedzeni” (znów generalizowanie). Tymczasem mieszkańcy słowackiej Orawy i Spisza oraz tamtejsi samorządowcy nie mają z tymi decyzjami nic wspólnego, nikt ich nie pyta o zdanie i jak najbardziej chcą współpracować z polskimi kolegami, ale również nie mają wiedzy jak to w Polsce funkcjonuje i mają w wielu przypadkach błędne przekonanie o wielu kwestiach (dlatego równolegle powstaje słowackojęzyczny podręcznik dla nich o Polsce i języku polskim, by tę współpracę usprawnić z obu stron). Sami też są ofiarami bratysławocentryzmu, podejścia że liczy się tylko Bratysława i jej okolice, przemysłowe tereny Zachodniej Słowacji oraz Koszyce. A Podtatrze? No cóż. O tyle o ile jest to zbieżne z interesem pewnej grupy biznesowej, która zajmuje się również deweloperką w Tatrach.

Książka o Słowacji

Takich przykładów fałszywego wyobrażenia o sąsiedzie jest o wiele więcej i o tym wszystkim można będzie przeczytać w podręczniku. W założeniu nie ma to być nudny przesycony faktami podręcznik, ale pisana przystępnym językiem fascynująca książka, pozwalająca lepiej zrozumieć to, co tuż za rogiem. To książka pisana również z myślą o osobach, które Słowację znają na wylot, bo mają już 50 lat i w tym czasie obeszli już niemal wszystkie słowackie szczyty i pasma górskie, jako samorządowcy setki razy spotykali się ze słowackimi kolegami przy okazji wspólnych projektów, a drogę z Zakopanego do Wiednia lub Budapesztu znają na pamięć. Zapewniam, że nawet takie osoby po przeczytaniu książki spojrzą na Słowację jako na fascynujący nieodkryty ląd, który nawet po 50 latach kontaktu z nim wciąż zaskakuje i pozwala dowiadywać się nowych rzeczy.

Tak jak już wspomniałem, książka bardzo intensywnie się pisze i to już od kilku miesięcy. Napisane jest już około 300 spośród docelowych 500 stron ebooka. Książka zostanie wydana w formie publikacji elektronicznej, będzie dostępna na platformie Ebookpoint podobnie jak pozostałe ebooki które już teraz polecam (m. in. podręcznik języka słowackiego oraz czeskiego) i ukaże się prawdopodobnie pod koniec maja.

W międzyczasie chciałbym poprosić Państwa o wypełnienie internetowej ankiety na temat tego, co jeszcze powinno znaleźć się w podręczniku, o czym chcielibyście przeczytać, jakie kwestie warto poruszyć, co szczególnie warto wytłumaczyć, zwłaszcza w kwestii dotyczącej współpracy polsko-słowackiej. Podręcznik jest dla was i powstaje po to, by ułatwić współpracę pomiędzy polskimi i słowackimi urzędami, usunąć wszelkie bariery, niedopowiedziane wzajemne pretensje, negatywne stereotypy. Każda uwaga, zwłaszcza od urzędników, samorządowców, polityków i dziennikarzy, będzie na wagę złota.

Link do ankiety

Zachęcam też do dołączenia do naszego newslettera, by być na bieżąco gdy ebook się ukaże. Możesz się zapisać przez poniższy formularz:

 
 
Wpisz swój adres e-mail.
Będziesz otrzymywał nasz newsletter.
adres e-mail
Miasto





Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *