Nie będzie chodników w Kościelnikach. Kasa poszła na centrum sportów zimowych w Płaszowie za 61 milionów

Smutna wiadomość dla mieszkańców Kościelnik i Węgrzynowic. Media krakowskie triumfalnie obwieściły, że rozpocznie się budowa centrum sportów zimowych w Płaszowie za ponad 61 milionów złotych. Mniej więcej tego rzędu kwota jest potrzebna, by przeprowadzić kompleksową przebudowę ulic: Barwnej, Łozińskiego i południowej części ulicy Glinik, wraz z budową brakujących chodników. Mieszkańcy zabiegają o to od lat, ale usłyszeli, że nie ma na to pieniędzy. Te poszły na budowę centrum sportów zimowych w Płaszowie oraz na rewitalizację Parku Bednarskiego, której sami okoliczni mieszkańcy nie chcą, o czym informuje Akcja Ratunkowa dla Krakowa.




Spośród dawno potrzebnych inwestycji drogowo-chodnikowych w rejonie Wadowa, Łuczanowic, Węgrzynowic i Kościelnik mieszkańcy mogą realnie rzecz biorąc liczyć jedynie na przebudowę ulicy Glinik, a i to nie na całym odcinku. Południowa część ulicy między Wadowem a zakładem karnym w Ruszczy nadal nie będzie zrobiona i nie będzie tam chodników, by bezpiecznie dotrzeć na stację kolejową Kraków Nowa Huta czy do kościoła w Ruszczy. Ulica miała być zrobiona już dawno, może się uda w tym roku. Tu akurat pieniądze w budżecie przynajmniej są, udało się je wywalczyć po protestach zdesperowanych mieszkańców. Na okoliczne ulice już zabrakło.

Tragiczna sytuacja jest m. in. na ulicy Barwnej, Łozińskiego i Dybowskiego. Mieszkańcy są zdesperowani, zalewa ich błoto, ulicą Barwną trudno jest przejechać – jest wąska, dziurawa, bez chodników, nieodśnieżana, trudno się wyminąć, nie da się nią puścić autobusu. Dodajmy, że ulica Barwna łączy Węgrzynowice z Górką Kościelnicką i Kościelnikami, gdzie jest najbliższy sklep, szkoła, przedszkole, plac zabaw. W Węgrzynowicach nie ma chodników, nie ma sklepu, nie ma placu zabaw. Podstawowe usługi publiczne dla mieszkańców Węgrzynowic są albo w Wadowie (na południowy-zachód), albo w Górce Kościelnickiej i Kościelnikach (na południowy-wschód od osiedla). Do Wadowa przynajmniej da się dojechać autobusem. Do Kościelnik – jedynie drogami polnymi lub ulicą Barwną, przy czym przemieszczanie się pieszo w tych relacjach… No cóż, warto aby autorzy „krakowskiej tarczy dla mobilności” odeszli zza biurka i sami to przetestowali w styczniowy wieczór po zachodzie słońca, zobaczą może prawdziwe życie w naszej milionowej metropolii.

To że w milionowej aglomeracji miejskiej są jakieś obrzeża, osiedla peryferyjne, obszary słabo zurbanizowane, nie jest tylko krakowską specyfiką. Przykładowo, w Monachium osiedla takie jak Kościelniki, Ruszcza i okolice wyglądają tak jak na poniższym zdjęciu. Rolnicza, podmiejska okolica, suburbia. Normalna sprawa w cywilizowanej Europie na obrzeżach wielkich miast, podobnie jak to, że są tam chodniki, a nawet drogi rowerowe.

Typowe tereny na obrzeżach Monachium, odpowiednik Wadowa, Kościelnik, Chałupek, Łuczanowic, Wolicy, Branic, Ruszczy, Pleszowa

Jest oczywiste, że Kraków odziedziczył 30 lat temu olbrzymie zapóźnienia infrastrukturalne po okresie PRL, których nie dało się nadrobić od razu. Wiadomo, że pierwsze 20 lat zeszło na podstawowe potrzeby, w tym remonty w centrum, wymianę starych Ikarusów na Scanie a następnie na inny nowoczesny tabor, budowę oczyszczalni ścieków, spalarni odpadów, czy nawet Tauron Areny i Centrum Kongresowego, jako obiektów o charakterze metropolitarnym. Miarą bycia metropolią jest jednak to, jak dane miasto traktuje swoje obrzeża i tych najsłabszych. Ponadto centrum Krakowa, podobnie jak i zarobki miejskich dyrektorów i pracowników informatycznych korporacji nie odbiegają już od tych zachodnioeuropejskich, zwłaszcza jeśli chodzi o koszty życia i siłę nabywczą. Więc po wieloma aspektami jednak „dało się” dogonić Europę. Jak mieszkańców osiedli peryferyjnych traktuje Kraków i na co przeznacza dziesiątki milionów złotych zamiast na chodniki i kanalizację – ocenią Państwo sami.

Jakub Łoginow




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *