PiS chce przerzucić kolejne koszty na wójtów i burmistrzów. Liczy na nieznajomość ustawy o publicznym transporcie zbiorowym

Prawo i Sprawiedliwość wygrało o włos ubiegłoroczne wybory parlamentarne również dzięki temu, że obiecało reaktywację PKS-ów. W sferze polityki zagranicznej obiecało Trójmorze, a więc m.in. ścisłą współpracę ze Słowacją, również w kwestii transportu i rozwoju zwykłych kontaktów międzyludzkich. W obu przypadkach sobie z tym nie radzi. Dziś PiS chce zrzucić za to winę na lokalne samorządy, licząc na nieznajomość wśród mieszkańców i dziennikarzy ustawy o publicznym transporcie zbiorowym.




Likwidacja PKS-ów i lokalnego transportu zbiorowego w Polsce to ewenement na skalę europejską. Nie doprowadzono do tego nie tylko w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii, ale też u naszych sąsiadów w Czechach i na Słowacji. PiS długo woził się na krytyce koalicji PO-PSL, za której rządów doszło do degradacji PKS-ów. PiS miał być inny, miało dojść do reaktywacji połączeń regionalnych. W wyborach z roku 2019 to między innymi ta kwestia przyczyniła się do oddania głosu na PiS przez osoby niezdecydowane. Sztandarowy program partii rządzącej zaczął nawet być wdrażany w życie – minister Andrzej Adamczyk utworzył Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, niedawno zwiększono dopłatę z tego funduszu do 3 złotych za wozokilometr, rok temu wicemarszałek Małopolski Łukasz Smółka utworzył kilkanaście pierwszych połączeń, za którymi miały pójść kolejne.

Pod pretekstem pandemii, PiS po cichu wycofuje się jednak z rozwoju swojej sztandarowej obietnicy. Zamiast nowych połączeń, krajowych i transgranicznych, marszałek Witold Kozłowski przygotował projekt budżetu, zakładający cięcie i tak już nader skromnej oferty. Zespół prasowy wystosował komentarz, w którym winą za planowane ograniczanie połączeń autobusowych obarcza lokalne samorządy, które rzekomo nie chcą się do tych połączeń dokładać. Jak się dowiadujemy, marszałek chętnie utrzyma wojewódzkie linie autobusowe jedynie w przypadku, gdy dofinansują to lokalne samorządy.

Zaproponowane podejście nie ma nic wspólnego z zobowiązaniami, jakie na samorząd województwa nakłada Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym. Mówi ona jasno. To Marszałek województwa i nikt inny odpowiada za finansowanie autobusowych linii wojewódzkich, czyli łączących co najmniej dwa powiaty oraz za zapewnienie sprawnego transportu autobusowego łączącego Małopolskę ze Słowacją. To podstawowe zadanie własne województwa, jeden z najważniejszych obowiązków bogatego przecież samorządu. Dopiero jak się wywiąże z tej kwestii, może myśleć o wydatkach na inne zadania. W tym o powoływaniu nowych instytucji nauki i kultury, na które jak widzimy, nie ma pieniędzy lub chce je znaleźć kosztem mieszkańców małopolskich wsi i miasteczek.

Obowiązkiem powiatu (budżetowo bardzo biednego, bo tak to ustalili politycy w Warszawie) jest natomiast nie dofinansowywanie linii wojewódzkich, ale uruchamianie linii powiatowych. Są to linie, nie przekraczające granicy powiatu, a łączące co najmniej dwie gminy. Natomiast gminy nie powinny dotować linii wojewódzkich, ale mają obowiązek zadbać o gminne linie autobusowe. Czyli takie, które łączą poszczególne sołectwa w ramach jednej gminy, np. Marszowiec z Korzkwią czy Skałę z Ojcowem.

Jeżeli urzędnicy marszałka mówią, że warunkiem utrzymania wojewódzkiej linii Olkusz – Krzeszowice jest udział finansowy w niej poszczególnych gmin, to albo nie znają ustawy, albo żerują na powszechnej nieświadomości jej przepisów wśród społeczeństwa. Utrzymanie i finansowanie linii Olkusz – Krzeszowice jest W STU PROCENTACH OBOWIĄZKIEM województwa. Podobnie jak podjęcie takich działań promocyjnych, by ludzie w ogóle dowiedzieli się, że ta linia istnieje i że warto z niej korzystać – z czym samorząd wojewódzki sobie nie radzi, bo promocja wojewódzkich linii autobusowych praktycznie nie istnieje, nic więc dziwnego, że ludzie nie wiedząc o nich, z nich nie korzystają. Może zamiast zatrudniać rzecznika prasowego nieistniejącego jeszcze centrum nauki w bogatym Krakowie, warto te środki przeznaczyć na promocję wojewódzkich autobusów? Pasażerów pewnie by przybyło, bo reaktywacja połączeń autobusowych po 20 latach ich niszczenia nie jest łatwą sprawą i bez odpowiedniej promocji nie ma szans na powodzenie.

Natomiast zadaniem własnym samorządów gminnych jest organizacja GMINNYCH linii autobusowych (np. Zielonki – Korzkiew, Zabierzów – Rząska, Niepołomice – Kłaj, Skała – Ojców), a nie dopłacanie do linii utworzonych przez i tak skrajnie bogaty samorząd Małopolski. Bogaty na tyle, że nie ma już co zrobić z pieniędzmi podatników i powołuje nowe, kosztowne, a zarazem kontrowersyjne instytucje. Takie jak COGITEON, który pochłania kilkadziesiąt milionów złotych rocznie, mimo że jeszcze de facto nie powstał. Jeżeli zamiast zapewnienia podstawowych potrzeb mieszkańców małych miasteczek i małopolskiej wsi wydaje się pieniądze na „zabawki” dla bogatej stolicy województwa, oprotestowane przez samych Krakowian, trudno się dziwić, że nie starcza na PKS-y.

Tu możesz podpisać petycję przeciwko ukatrupieniu programu przywracania PKS-ów




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *