Współpraca Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego ze Słowacją praktycznie nie istnieje. Przegapiliśmy ważną okazję ograniczenia pandemii

Wrzesień 2020. Na słowackiej Orawie zaczyna się niespodziewany wzrost zachorowań na COVID, pandemia ogarnia cały kraj. Słowaccy politycy oskarżają o to Województwo Małopolskie. Urząd Marszałkowski nie ma o tym pojęcia i nie reaguje. Październik 2020. Słowacja rozpoczyna unikalną w skali całego świata akcję powszechnego testowania niemal wszystkich obywateli z pilotażową fazą na przygranicznej z Małopolską Orawie. Jeszcze nie wiemy, czy to przyniesie skutek (przyniosło), ale logicznie rzecz biorąc warto, by Województwo Małopolskie wysłało na słowacką Orawę lekarzy, pielęgniarki, służby, wolontariuszy, obserwatorów, urzędników, radnych. Aby się uczyć na sukcesach i błędach sąsiadów, koordynować działania, w razie gdyby powszechne testowanie miało być zastosowane w Małopolsce (będzie) – aby mieć doświadczenie w tym zakresie. Urząd Marszałkowski w tym nie uczestniczy, urzędnicy z Krakowa i Żyliny nie mają ze sobą kontaktu, procedury transgraniczne nie zadziałały.




Fałszywe wesela

Słowacja zaskakująco dobrze poradziła sobie z pierwszą falą pandemii. Na początku lata sytuacja była już dość ogarnięta, zakażeń było bardzo mało. W Polsce zresztą też był to okres względnej odwilży. W sierpniu jednak sytuacja zaczęła się pogarszać, a we wrześniu się to nasiliło. Najgorsze wskaźniki były na Orawie – tuż przy granicach z Małopolską. Już we wrześniu sytuacja epidemiczna w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców była dużo gorsza, niż w Polsce. A słowacka Orawa stała się na krótko symbolem „źródła zarazy”, przy czym nikt nie wiedział, dlaczego akurat tam zaczęła się ta druga fala.

„Rozwiązanie” znaleźli wpływowi słowaccy politycy, włącznie z wiceprzewodniczącym słowackiego parlamentu. Publicznie ogłaszali, że winę za drugą falę pandemii ponosi Województwo Małopolskie. A konkretnie – rzekome masowe organizowanie przez mieszkańców słowackiej Orawy wesel w przygranicnych obszarach Małopolski. Przedstawiano to tak, jakby Małopolska była jakąś dziczą, gdzie nie obowiązują żadne standardy sanitarne ani prawo. „Ludzie jeżdżą do Polski na wesela, tam się zakażają, wracają na Słowację i zaraza rozprzestrzenia się na cały kraj” – mówił wiceprzewodniczący parlamentu, a cały słowacki internet, inni politycy, niemal cała Słowacja powtarzała to za pewnik. Mieszkańcy słowackiej Orawy spotkali się z ostracyzmem, wyśmiewaniem. Za szczyt nieodpowiedzialności i głupoty uchodził wyjazd do Małopolski. Regionu, który w tym czasie miał dużo mniej zakażeń i gdzie przedsiębiorcy walczyli o przetrwanie, niektórzy z nich – licząc również na współpracę ze Słowacją.

Co na to wszystko Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego? Rzecz w tym, że… nic. Bo nikt z urzędników nie miał o tej sytuacji pojęcia. A zatem tego nie prostował. W tym czasie prawdziwe tragedie przeżywali Małopolanie, żyjący ze współpracy ze Słowacją. Współpracy, która wskutek tych fake-newsów się załamała, a wcale nie musiała, gdyby było inne podejście urzędników z Krakowa. Kupcy z jarmarków w Jabłonce i Nowym Targu z dnia na dzień stracili niemal wszystkich klientów. Słowacy przestali robić zakupy w małopolskich sklepach i hurtowniach. Mieszkańcy przygranicznej Vitanovej woleli pojechać na zakupy do oddalonego o 42 km Dolnego Kubina gdzie zakażeń było dużo więcej niż na Podhalu, niż do odległego o 6-10 km Chochołowa i Czarnego Dunajca lub Jabłonki, gdzie było dużo bezpieczniej. Słowacy nie mieli obaw aby spacerować po słowackich szlakach górskich gdzie było dużo większe ryzyko zakażenia, niż pojechać autobusem transgranicznym na spacer do Doliny Kościeliskiej i tu w Małopolsce zostawić pieniądze, z mniejszym wówczas ryzykiem. Małopolscy urzędnicy? Nic, żadnej reakcji. Żyli w nieświadomości, bo przecież kto by się uczył języka sąsiada, z tym sąsiadem współpracował.

W październiku portal „TatrySkate.eu” zapytał około 20 małopolskich służb i urzędów, czy są świadome faktu, że na całej Słowacji to właśnie Województwo Małopolskie oznaczono za źródło zakażeń i że rzekomym problemem było masowe organizowanie przez Słowaków korona-wesel na Podhalu i polskiej Orawie. Poważne oskarżenie. Jeżeli przypuścimy, że takie sytuacje miały miejsce, logicznie rzecz biorąc polska Policja, Sanepid, Urząd Wojewódzki i Marszałkowski powinny były o tym wiedzieć, zareagować, podjąć działania. Ktoś powinien to zgłosić, powinny zadziałać procedury transgraniczne, w końcu od 16 lat jesteśmy wspólnie w UE, język jest bliski, nie ma bariery kulturowej. Czy takie procedury w ogóle istnieją?

Reakcja na nasze zapytania prasowe ze strony tatrzańskiej i nowotarskiej policji, Urzędu Marszałkowskiego, urzędów gmin i starostw powiatowych? Pierwsze słyszą. Nikt nic nie zgłaszał. Nic takiego nie miało miejsca.

Powszechne testowanie na słowackiej Orawie. I widoczna nieobecność Małopolski

W reakcji na pandemię premier Słowacji zarządził powszechne testowanie, które zaczęło się od przygranicznych z Małopolską powiatów słowackiej Orawy. Rzecz bez precedensu na świecie. Abstrahujemy w tym wszystkim, czy to ma sens czy nie, czy zostało przeprowadzone dobrze czy niekoniecznie. Liczby mówią, że okazało się sukcesem, koronasceptycy w Polsce to negują (jak i samo istnienie wirusa), ale nie o tym mówimy. W normalnym kraju, w normalnym regionie, jeżeli sąsiedni region organizuje taką rzecz bez precedensu na skalę światową, to istnieje jakaś dobra współpraca transgraniczna między urzędnikami, wymiana informacji, doświadczeń. Czy urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego, gdy dowiedzieli się o planie przeprowadzenia powszechnego testowania (choćby z naszego portalu), wpadli na pomysł i zaproponowali Marszałkowi, że może warto się do tego dołączyć? Zaproponowali urzędnikom z Żyliny, że może Małopolska w tym samym czasie przetestuje pilotażowo mieszkańców jeśli nie całych powiatów przygranicznych, to choćby Chochołowa i Jabłonki? Wyśle medyków ze szpitali podległych marszałkowi i wolontariuszy, by pomogli w testowaniu i się nauczyli czegoś, co się przyda później w Małopolsce?

Za trudne? To inaczej. Sporo mieszkańców i turystów, Małopolan, pytało wówczas, czy mogą pójść lub pojechać do Suchej Hory lub Trsteny aby się przetestować. Bo chcą. Jak na to reagował Urząd Marszałkowski? Nijak, bo gdy cały świat spoglądał na pionierskie rozwiązania na słowackiej Orawie, 99 km od Krakowa, urzędnicy w tymże Krakowa przeważnie nie mieli pojęcia, że coś takiego w ogóle się odbywa. Cały świat korzysta z Facebooka, z jego pośrednictwem dowiaduje się o różnych rzeczach. Cały świat, tylko nie urzędnicy Urzędu Marszałkowskiego, którzy nie mają pojęcia o małopolsko-słowackich inicjatywach dotyczących ich urzędu, nie śledzą tego, lub może udają, że o tym nie wiedzą.

Brak współpracy małopolsko-słowackiej. Nie, bo po co

Jak to wszystko jest w ogóle możliwe? Państwo, samorząd z dykty? Niestety. Rząd Prawa i Sprawiedliwości ogłasza wszem i wobec, że jego priorytetem jest Trójmorze, czyli współpraca ze Słowacją, Czechami, Rumunią itp. To samo Prawo i Sprawiedliwość rządzi m.in. Małopolską. Województwo Małopolskie jest kluczowe, najważniejsze jeśli chodzi o powodzenie projektu Trójmorza (niezależnie co o nim myślimy) i współpracy polsko-słowackiej. Samorząd wojewódzki dysponuje olbrzymim budżetem i rozbudowaną administracją. I nie potrafi lub nie chce ogarnąć nawet tak podstawowej kwestii, jak zatrudnienie w urzędzie choćby kilkunastu ludzi, którzy znają język słowacki i potrafią współpracować ze słowackimi partnerami.

W nieoficjalnych rozmowach, kiedy nasz portal próbował wyjaśnić te kwestie, pojawiły się niedookreślone zarzuty ze strony urzędników Urzędu Marszałkowskiego „a bo ta współpraca z Żyliną i Preszowem jest trudna”. Sprawdziliśmy to.

Autor tego tekstu skontaktował się mailowo z dyrektorami odpowiedzialnymi za transport z urzędu w Żylinie, Kraju Preszowskim (spółka publiczna IDS Vychod), Ministerstwie Transportu Słowacji. Żaden problem, na mail wysłany z domeny w Gmailu w ciągu kilku dni zawsze przyszła rzeczowa odpowiedź. No tak, po prostu trzeba słowackim partnerom wysłać e-mail w języku słowackim. Urzędników ta kwestia przerasta.

Może jednak rzeczywiście słowaccy partnerzy z Żyliny i Preszowa nie odpisują na maile z propozycją współpracy lub odpisują zdawkowo? Zapytaliśmy o to tydzień temu biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego wysyłając zapytanie prasowe do UMWM. Minął tydzień, do dziś nie przyszła odpowiedź. Nie, to nie jest kwestia techniczna, z tego samego adresu od kilkunastu lat wysyłane były zapytania prasowe i odpowiedź zawsze przychodziła. Liczymy, że przyjdzie i tym razem, o efektach oczywiście poinformujemy.

Jakub Łoginow




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *