Pierwszy dzień powszechnego testowania na Słowacji: ogromna frekwencja, zakażony co 30 człowiek

Wbrew obawom o niską frekwencję, mieszkańcy słowackiej Orawy i powiatu Bardejów masowo stawili się dzisiaj do powszechnego testowania na COVID-19. Pozytywny wynik testu ma pomiędzy 3 a 4% przetestowanych, zdaniem ministerstwa zdrowia, w najbardziej zakażonych regionach pozytywny może być nawet co dziesiąty człowiek. W sobotę na Słowacji zaczyna się lockdown, który ma potrwać do 1 listopada, z możliwością przedłużenia.




Do godziny 17:00 w piątek 23 października na testy stawiło się 41 433 ludzi, z czego pozytywny wynik wykryto u 1506 osób. Informował o tym premier Igor Matovič na konferencji prasowej dotyczącej przebiegu pierwszego dnia testów.

Początkowo było dużo sceptyków. Słowacy jednak dali się przekonać

Jak już informowaliśmy, akcja powszechnego testowania jest dobrowolna. Przy czym rząd i opozycja apelują, by w testach wzięli udział wszyscy Słowacy (z wyjątkiem obłożnie chorych, sparaliżowanych, bardzo sędziwych seniorów nie opuszczających domu, małych dzieci), gdyż tylko w takim przypadku akcja ma tak naprawdę sens. W opublikowanym jeszcze kilka dni temu sondażu jedynie 47% Słowaków zadeklarowało, że na pewno pójdzie na testy, sporo osób miało obawy lub zastrzeżenia. Ostatecznie jednak większość wahających się dała się przekonać do testów. Pomógł w tym konsensus polityczny, nie bez znaczenia pozostał fakt, że koronawirusa wykryto u lidera słowackich neofaszystów a zarazem koronasceptyków, posła Mariana Kotleby. Testy na koronawirusa zrobiło dzisiaj wielu posłów parlamentu – część ze strachu przed zarażeniem po pozytywnym wyniku Kotleby, inni – aby dać dobry przykład. Do zaufania rządowi w kwestii testów oraz lockdownu i nie podważania ich ustaleń wezwał dziś były premier, lider opozycyjnego SMERu Robert Fico.

Nastroje wielu wahających się Słowaków radykalnie zmieniły się po nieoczekiwanej decyzji, aby równolegle z powszechnym testowaniem zastosować również lockdown. Stało się to po wcześniejszych zapowiedziach premiera, że testy są właśnie po to, by uniknąć lockdownu, że jest to ostatnia szansa aby go uniknąć. W środę 22 października zdecydowano jednak, aby zastosować najmocniejsze uderzenie w wirusa – kombinację powszechnego testowania i lockdownu. Od soboty 24 października do 1 listopada obowiązuje zakaz wychodzenia z domu, poza sytuacjami wyższej konieczności (można natomiast spacerować w nocy od 1 do 5 rano). Jednym z wyjątków jest droga do i z pracy. Wyjątek ten dotyczy jednak tylko osób, które mają negatywny wynik testu. Udział w testach jest więc dobrowolny (przymusowość była rozważana, ale uznano, że byłaby niezgodna z konstytucją), ale brak testu oznacza konieczność siedzenia w domu i niemożność wyjścia do pracy, na co większość mieszkańców Orawy nie może sobie pozwolić (dominuje tu praca w tradycyjnej formie, w tym np. w rolnictwie, przemyśle, usługach, praca fizyczna, której nie da się zastąpić pracą zdalną – inaczej niż w Bratysławie i Koszycach). Część mieszkańców Orawy i okresu Bardejov przekonał właśnie ten argument – nawet covidosceptycy machnęli ręką na swoje teorie, przeważył pragmatyzm połączony z poczuciem odpowiedzialności społecznej.

Pierwsza faza testów. Kolejne za tydzień i dwa tygodnie

Obecnie trwa pierwsza, pilotażowa faza testowania, obejmująca cztery najbardziej zakażone okresy (powiaty): Namestovo, Twardoszyn, Dolny Kubin (wszystkie trzy – na Orawie) oraz Bardejov (wschodnia Słowacja, przy granicy z Podkarpaciem). Testowanie trwa przez cały piątek, sobotę i niedzielę, analogicznie będzie za tydzień i dwa tygodnie, kiedy testy odbędą się w całym kraju. Urzędnicy ogłosili dzisiaj, że frekwencja pozytywnie ich zaskoczyła i przekroczyła wszelkie oczekiwania. Pojawił się nawet problem kolejek, zwłaszcza w miastach – stąd też sporo osób aby je uniknąć, jechała na testy do sąsiednich wsi. We wsi Kralovany, w której znajduje się węzłowa stacja kolejowa na magistrali Bratysława – Koszyce i która jest nazywana „bramą na Orawę”, na testy przyjechało sporo osób z sąsiednich miejscowości, które jeszcze nie są objęte testowaniem – w tym z Martina i Vrutek. Co prawda testy są organizowane na podobnej zasadzie, jak wybory, ale każdy może się zgłosić do dowolnego punktu – chodzi głównie o to, by nie zmuszać ludzi tymczasowo przebywających w innym miejscu, by np. wracali z Bratysławy do oddalonej o 300 km miejscowości rodzinnej, gdzie są zameldowani, a także by nie zniechęcać ludzi, którzy są pozytywnie nastawieni do całej operacji. Ze wcześniejszych deklaracji wynika, że testom mogą się poddać również obcokrajowcy, np. Polacy. Aby to doprecyzować, zapytaliśmy o to słowackie MSW, odpowiedź powinniśmy dostać w najbliższych dniach.

Sporo osób przyszło na testy pierwszego dnia, we wczesnych godzinach porannych. Dotyczy to również tych, którzy wcześniej byli sceptycznie nastawieni do całego procesu. U wielu Słowaków dominuje przeświadczenie, aby mieć już to wszystko za sobą. Skoro jest jak jest – lepiej jest zrobić testy jak najwcześniej, przeczekać lockdown, im wcześniej się zastosuje bolesne i niezbędne rozwiązania, tym szybciej Słowacja z tego wyjdzie i jest to lepsze, niż półśrodki – uważa wielu Słowaków.

Jak biała plama – na Podhalu nic się o słowackich wydarzeniach nie wie, współpraca polskich i słowackich instytucji w sytuacji kryzysowej nie istnieje wskutek wieloletnich zaniedbań

Jednym z problemów na który prawie nikt nie zwrócił uwagi jest niemal całkowity brak współpracy polsko-słowackiej, brak wymiany informacji, totalny brak zainteresowania taką współpracą po obu stronach granicy. Epicentrum wydarzeń znajduje się na Orawie, a więc zaledwie 10 km od Zakopanego (miasta otoczonego Słowacją z trzech kierunków) i kilkaset metrów od Chochołowa. W obu miejscowościach (jak i w pozostałych na Podhalu) brak jest jakichkolwiek informacji o tym, co dzieje się tuż obok. Dodajmy, że w polskich Tatrach trwa normalny sezon turystyczny, ludzie nocują w schroniskach, wędrują po tatrzańskich szlakach, również tych transgranicznych i jakieś 99% osób przebywających na granicznym Grzesiu, Kasprowym czy Rysach nie ma najmniejszego pojęcia, że metr dalej obowiązują lub nie jakieś ograniczenia.

Jest to przejawem szerszej tendencji polegającej na faktycznym braku kontaktów między naszymi społeczeństwami. Mimo bliskości geograficznej i językowej, mieszkańcy sąsiednich miejscowości praktycznie nic o sobie nie wiedzą, nie funkcjonuje (z wyjątkiem jednej linii) polsko-słowacka lokalna komunikacja publiczna pozwalająca na normalne sąsiedzkie odwiedziny, dzieci z Chochołowa nie przyjaźnią się z rówieśnikami z Suchej Hory do której mają 20 minut piechotą i na dobrą sprawę, powinny się wspólnie bawić lub grać w piłkę, a później wyrosnąć na ludzi dobrze obeznanych w realiach obu krajów i płynnie mówiących w obu językach. W Zakopanem nie da się kupić słowackiej gazety, wypożyczyć słowackiej książki w miejskiej bibliotece, praktycznie nie ma kursów języka słowackiego na Podhalu ani języka polskiego na Orawie. Jeżeli ktoś na słowackiej Orawie zainteresuje się Polską i wpadnie do kina lub teatru do Zakopanego, wieczorem już nie będzie miał jak wrócić do domu, dlatego na wszelki wypadek nie interesuje się i nie jeździ wcale. Te wieloletnie zaniedbania w zakresie braku polsko-słowackiej komunikacji autobusowej i współpracy międzyludzkiej dają o sobie znać właśnie w takich jak teraz sytuacjach kryzysowych, kiedy na dobrą sprawę wszelkie działania powinny być ściśle koordynowane, kiedy po obu stronach granicy w urzędach, policji, sanepidzie i samorządach powinniśmy mieć ludzi znających płynnie oba języki oraz realia sąsiedniego kraju, tak by współpraca odbywała się bez przeszkód. W rzeczywistości mamy kryzys wymagający ścisłej polsko-słowackiej koordynacji której nie ma, a praktycznie nikt nic nie wie co się dzieje za pobliską granicą i nie informuje o tym zagranicznych partnerów.

Ten brak współpracy może zniweczyć pozytywne efekty testowania na Orawie, bo za chwilę i tak wszystko się chaotycznie przemiesza – ktoś pójdzie do sklepu w Chochołowie, ktoś inny pojedzie samochodem na targ w Jabłonce, jeszcze inny przejdzie przez góry, granicy w całości się nie zamknie. O współpracę z polskimi partnerami i reguły dotyczące obcokrajowców zapytaliśmy dzisiaj słowackie instytucje państwowe. O odpowiedziach poinformujemy w przyszłym tygodniu.

Jakub Łoginow

Czytaj też wcześniejsze artykuły na ten temat:




2 myśli na temat “Pierwszy dzień powszechnego testowania na Słowacji: ogromna frekwencja, zakażony co 30 człowiek

  • 24 października, 2020 o 4:49 am
    Permalink

    potwierdza sie stare naukowe odkrycie – ludzie jako stado sa głupsi od owiec

    Odpowiedz
  • 24 października, 2020 o 4:51 am
    Permalink

    testy RT PCR z definicji nie nadają sie do celów diagnostyczny – przez co daj 80 do 90 % wyniki fałszywie dodatnie zwane dla niepoznaki choroba bez objawowa

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *