Stop fake-newsom ODCINEK 1: portal TatrySkate prostuje fałszywe tezy polityków i niektórych mediów odnośnie Błoń Czyżyńskich

Dożyliśmy czasów, kiedy poważne regionalne media są uzależnione finansowo od polityków i urzędów publicznych, niedoinwestowane, przedrukowujące bezkrytycznie informacje prasowe publikowane przez lobbystów. Prawdziwe dziennikarstwo to rzetelny research, to wiedza fachowa gromadzona przez dziennikarzy latami, to podejmowanie się przez dziennikarza tylko takiego tematu, na którym się zna i który dogłębnie zbadał. Historia dawnego pola wzlotów lotniska Rakowice-Czyżyny i koncepcje Lotniczego Parku Kulturowego to wielowątkowy temat i łatwo tu o dziennikarską niedbałość. Po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją, kiedy mały niszowy portal o specjalistycznym charakterze prostuje fake-newsy, powielane przez media uchodzące za poważne i opiniotwórcze.




FAKE-NEWS 1: „Na Lotnisku Rakowice-Czyżyny cenny historycznie jest tylko pas startowy i ewentualnie jakieś schrony, o ile są”

Nieprawda. Pas startowy jest ważnym, ale nie najważniejszym artefaktem – w dodatku zbudowanym dość późno. Historyczne lotnisko Rakowice-Czyżyny nie było betonowe i nie miało pasa startowego. Podobnie jak inne ówczesne lotniska europejskie (i w odróżnieniu od amerykańskich) było trawiaste – miało postać ogromnej łąki w formie zbliżonej do sześciokąta, z której startowały i na której lądowały samoloty. Były to po prostu lotnicze Błonia, na pograniczu Rakowic i Czyżyn (stąd Błonia Rakowickie, Błonia Czyżyńskie). Co więcej, Błonia Rakowicko-Czyżyńskie już wcześniej uchowały się jako rozległy, niezabudowany teren zielony i nie bez przyczyny nie wkraczała tu zabudowa wsi Rakowice, Czyżyny, Prądnik Czerwony, Dąbie i Bieńczyce. Lotnisko nieprzypadkowo powstało właśnie w tym miejscu, na dawnych pastwiskach, bardzo istotnych dla lokalnych tożsamości Rakowic, Czyżyn, Łęgu i Prądnika.

Analogia wobec Błoń Zwierzynieckich jest tu nieprzypadkowa. Błonia (te najbardziej znane) są również cenne nie ze względu na architekturę czy bunkry (których tam nie ma), ale właśnie ze względu na fakt zachowania do dziś reliktu rozległych łąk, które na pozór są tylko nic nieznaczącą łąką, ale z konserwatorskiego punktu widzenia są cennym świadectwem poprzednich epok i niosą w sobie ładunek tradycji, wspomnień, tożsamości miejsca.

Błonia i pole wzlotów nie są jedynym przykładem ochrony konserwatorskiego terenu , który jest cenny sam w sobie właśnie ze względu na swoją rozległą przestrzeń, a nie na to, jak ta przestrzeń jest zagospodarowana. Na podobnej zasadzie chroniona konserwatorsko jest Rówień Krupowa w Zakopanem – również rozległa łąka w środku miasta, z małą ilością drzew i wręcz zakazem ich dosadzania. Na podobnych zasadach chronione wpisem do rejestru zabytków jest Pole Mokotowskie w Warszawie (również dawne lotnisko) czy dawne lotnisko Tempelhof w Berlinie. Dla przyszłych, ale też obecnych pokoleń zachowano również m.in. dawne lotnisko we wschodniej części Monachium. Powstał na nim Riemer Park o powierzchni 135 hektarów, a więc więcej, niż Park Lotników (niecałe 50 ha). Ale o nim za chwilę.

FAKE-NEWS 2 rozsiewany przez polityków PO, m. in. Bogdana Klicha: „Decyzja Wojewódzkiej Konserwator Zabytków jest zaskakująca”

Nie jest zaskakująca. O rozszerzenie ochrony konserwatorskiej dawnego pola wzlotu tak, by nie powstały drogi tuż przy pasie startowym otwierające furtkę do chaotycznej zabudowy deweloperskiej wnioskowało wielu polityków, również z Platformy Obywatelskiej. W 2019 roku zawnioskował o to w interpelacji do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego m.in. poseł Grzegorz Lipiec. Z kolei radny PO Wojciech Krzysztonek był jednym z wnioskodawców utworzenia Parku Kulturowego Lotnisko Rakowice-Czyżyny, zwanego inaczej Lotniczym Parkiem Kulturowym (uwaga – LPK ma dwa znaczenia) w takiej formie, by instytucja parku kulturowego zapobiegła chaotycznej zabudowie. Dopiero gdy wniosek o utworzenie parku kulturowego został odrzucony przez prezydenta Jacka Majchrowskiego, powrócono do skuteczniejszego narzędzia, jakim jest obszarowy wpis do rejestru zabytków. Narzędzia, o które wnioskowano już wcześniej, wręcz wyrażając żal wobec urzędu konserwatorskiego, że ich nie było.

FAKE-NEWS 3: „Nie mamy już czasu na sprawne rozliczenie dotacji, jest już za późno, to wina konserwator i Mieszkańców”.

Nieprawda. To, że w tak wiele lat od uzyskania dotacji unijnej procedowanie budowy Cogiteonu dosłownie leży i ma spore opóźnienia, nie jest winą nikogo innego, niż dyrektora Cogiteonu pana Piotra Szymańskiego i byłego marszałka Jacka Krupy z PO, znanego z dość nonszalanckiego podejścia do konsultowania swoich działań i zamierzeń ze społecznością i współpracownikami. Nie jest tajemnicą, że wiele ważnych projektów ślimaczyło się strasznie, gdyż za rządów Pana Krupy dokumenty przygotowane przez jeden departament leżały na biurku i tygodniami czekały na rozpatrzenie przez drugi departament. Taka opieszałość spotkała m.in. autobusy transgraniczne – mimo przygotowania wszystkiego przez Departament Transportu i Komunikacji UMWM (Urzędu Marszałkowskiego), papiery potrafiły tygodniami leżeć w innym departamencie, czekając na rozpatrzenie. Nieprzypadkowo projekt ten został wdrożony dopiero wówczas, gdy zamiast Jacka „nie obchodzi mnie to” Krupy tematem na poważnie zajął się nowy wicemarszałek Łukasz Smółka. Wysłuchał rad strony społecznej i ekspertów, nie bał się rozmawiać – i zrealizował temat.

Ale wróćmy do legendarnej wręcz opieszałości urzędu za czasów Jacka Krupy. Niektóre z ustaleń powziętych podczas oficjalnego wyjazdu członka zarządu województwa do Popradu 3 lipca 2018 roku w ogóle nie zostały przekazane dalej i procedowane, co wprawiało w konfuzję naszych słowackich partnerów. Taki los spotkał m.in. propozycję wystąpienia z wnioskiem o reaktywację kilku zamkniętych szlaków tatrzańskich (np. łącznik Schronisko Roztoka – Dolina Białej Wody) czy wspólną promocję turystyki rolkarskiej jako produktu turystycznego polsko-słowackiego pogranicza (na spotkaniu w Popradzie 3 lipca ustalono bardzo ciekawe i konkretne tematy, pracownik urzędu przygotował stosowne opracowania, trafiły one jednak do szuflady). Analogiczny los spotkał uzgodnione i wielokrotnie skonsultowane projekty dotyczące linii transgranicznej Zakopane – Podbańskie, Nowy Targ – Poprad i Trstena – Jabłonka. Poprzednik Jacka Krupy, Marszałek Marek Sowa (również z PO) był solidny i pracowity. Obecny wicemarszałek Łukasz Smółka (PiS) – również. Natomiast rządy Jacka Krupy (2015-18) to jedna wielka opieszałość, brak należytego nadzoru i wieczne odkładanie na później – nie wyjątkiem było również centrum nauki, prowadzone od początku ŹLE. Wyjątkiem były sprawy, które Pan Marszałek Krupa traktował bardzo priorytetowo – czyli Koleje Małopolskie i trasy rowerowe Velo Małopolska. O ile byłemu marszałkowi można i trzeba wiele zarzucić w kwestii Cogiteonu i nie pilnowania wielu innych tematów, to w tych dwóch sprawach ma ogromne zasługi, których mu nikt nie odbierze.

Z kolei pan Piotr Szymański jest osobą nominowaną bez konkursu i w dziwnych okolicznościach przez poprzednio rządzącą ekipę. To zaufany człowiek koalicji PO-PSL, który od początku prowadził ten projekt w sposób budzący wśród Mieszkańców olbrzymie kontrowersje. Jednym z największych problemów jest nadmierna pewność siebie i nonszalancja, w tym przekonanie, że to co robi jego jednostka jest słuszne, nie ma potrzeby niczego konsultować ani korygować, nawet wtedy, gdy było na to jeszcze sporo czasu. Obecnej sytuacji nie byłoby, gdyby sprawą od początku kierował inny dyrektor – otwarty na dialog, na propozycje strony społecznej. W tym na propozycje zmiany przebiegu drogi, poprowadzenie jej w tunelu lub od Bora, albo zmiany lokalizacji wtedy, gdy było jeszcze bardzo dużo czasu, a takie propozycje padały.

O tym, że tacy ludzie są, że da się inaczej niż Pan Szymański, świadczy przykład byłego dyrektora departamentu transportu i komunikacji UMWM, a obecnie wiceprezesa Kolei Małopolskich, pana Tomasza Warchoła. Również obecny dyrektor tego departamentu Pan Michał Pierzchała jest osobą potrafiącą słuchać ludzi i wdrażać pozytywne propozycje strony społecznej. To dzięki tej postawie kursują dziś autobusy transgraniczne, jest szansa na kolejne linie, reaktywowano na wniosek Mieszkańców przystanki kolejowe Kraków Lubocza i Kraków Nowa Huta, puszczono linie SKA zatrzymujące się na tych przystankach. Dało się. Dzięki takim dyrektorom jak panowie Warchoł i Pierzchała, marszałek Smółka i Kozłowski mają sukcesy – bo ci dyrektorowie słuchają zwykłych Mieszkańców i korygują swoje plany. Przez takich nonszalanckich dyrektorów jak Pan Szymański i jego rzecznik, marszałkowie Kozłowski i Smółka mają kłopoty – bo źle dobrali sobie podwładnych.

Kolejna porcja prostowania fake-newsów już wkrótce.




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *