Góry Choczańskie z Eurolinią: Wielki Chocz z Dolnego Kubina

Uruchomienie samorządowych małopolskich autobusów transgranicznych otworzyło nowe możliwości dla turystyki górskiej nie tylko w Tatrach. Warto wybrać się na Wielki Chocz – najwyższy szczyt Gór Choczańskich, będących przedłużeniem Tatr na południowy-zachód od pasma Rohaczy i Zuberca. Taką wycieczkę warto zaplanować w sezonie letnio-jesiennym, do 27 września. Do tego dnia obowiązuje letni rozkład jazdy, ułożony również z myślą o dogodnym dojeździe i powrocie tego samego dnia w Góry Choczańskie.




Wyjeżdżamy z Podhala pierwszym porannym autobusem (tym co w Bukowinie Tatrzańskiej jest o 5:34, w Poroninie o 5:48, w Zakopanem na dworcu o 6:00 (oznaczony jako „Chochołów”), a w Kościelisku o 6:11. Na dworzec w Dolnym Kubinie przyjeżdżamy o 8:25. O 8:30 odjeżdża skomunikowany praktycznie „drzwi w drzwi” lokalny słowacki autobus do miasta Rużomberok. Jedziemy nim do miejscowości Valaska Dubova (6 przystanków, 20 minut jazdy), wysiadamy na przystanku w centrum wsi (a więc na drugim w tej miejscowości).

Valaska Dubova

Miejscowość bardzo sympatyczna, przy czym sprawia wrażenie nieco wyludnionej. Znajdujemy się na początku szlaku. Trudno na niego nie trafić i zabłądzić – idziemy po prostu cały czas w górę. Tuż obok przystanku znajduje się dość sympatyczna knajpa, otwarta od godziny 14:00. W sam raz, jak wrócimy ze szlaku i będziemy czekać na autobus powrotny do Dolnego Kubina.

Początkowo nasz szlak przypomina nieco dolinkę jurajską gdzieś pod Krakowem. Mijamy skałki, tablice edukacyjne, wiaty wypoczynkowe. Po jakimś czasie wchodzimy do lasu i szlak prowadzi już dość ostro pod górę.

Początek szlaku na Chocz

Po nieco ponad godzinie drogi wychodzimy na wielką polanę. Krajobrazy są nieco jak w Gorcach lub Bieszczadach. Lasy i rozległe, niezabudowane połoniny. Góry Choczańskie mają swój klimat, trudno ich nie polubić. Po doświadczeniu z zatłoczonymi, nieco już spowszedniałymi Tatrami i jego skomercjalizowanym otoczeniem, wypad w Góry Choczańskie jest bardzo przyjemną odmianą. Nie spotkamy tu „niedzielnych turystów” w klapkach i siatce z Biedronki w ręku, jak nigdzie indziej odczujemy tu natomiast klimat „prawdziwych gór” i spotkamy „prawdziwych turystów”. Są to zarówno słowackie rodziny z dziećmi, jak i paczki znajomych, wędrujących jak za dawnych lat, z dużymi plecakami, namiotami, śpiworami. Góry Choczańskie są idealne dla takiej nieskomercjalizowanej, dzikiej turystyki. Na samym Choczu co prawda namiotu nie rozbijemy (rezerwat), ale już na pobliskich dzikich i rozległych polanach i lasach – jak najbardziej. Za darmo, na dziko, bez problemu. Oglądanie gwiazd, ognisko i te sprawy. Na naszej polanie również można zanocować – w położonym tu szałasie. To bardzo popularna opcja wśród osób, które wybierają się na Chocz oglądać wschody Słońca – są naprawdę niesamowite!

Polana pod szczytem

Polana jest miejscem rozwidlenia szlaków. Dojdziemy stąd nie tylko na szczyt, ale też m. in. do Rużomberka i pobliskiej Likavki – to jeden z alternatywnych punktów startowych na tę kultową górę. Szlak jest nawet ciekawszy, ale o wiele dłuższy. Nieco wyżej znajduje się odgałęzienie szlaku, którym można zejść do Wysznego Kubina.

My jednak idziemy w górę, na szczyt. Od tego momentu jesteśmy już na dość dużej wysokości. Startowaliśmy z poziomu ok. 662 metrów, polana jest na wysokości ok. 1200 metrów, a Wielki Chocz ma 1611 metrów. Mimo, że Chocz nie jest dwutysięcznikiem, musimy pokonać aż 1000 metrów różnicy wysokości, a więc całkiem sporo – więcej niż z Kuźnic na Kasprowy czy tym bardziej z Zakopanego na Giewont lub Grzesia.

Łańcuchy pod Choczem

Trasa nie jest eksponowana, jest dostępna dla każdego. W tym dla piesków – dość sporo osób chodzi ze swoimi pupilami. Las ustępuje miejsca polanom, skałkom i kosodrzewinie. Dochodzimy do otwartego tarasu z przepięknymi widokami. Przed nami końcowy odcinek tuż pod szczytem. Tu we wspinaczce pomagają nam łańcuchy, przy czym nie są one jakoś bardzo konieczne – nie ma eksponowanych miejsc, dopiero na samym szczycie stoimy dosłownie nad przepaścią.

Jesteśmy na górze. Widoki są naprawdę imponujące! Chocz jest niesamowity – niby niższy od Tatr, ale niewiele, za to przewyższa większość tatrzańskich szczytów wybitnością, czyli różnicą wysokości. Tatry mają zupełnie inny charakter, szczyty są wyższe (choć oczywiście nie wszystkie), ale z jednego szczytu widzimy kolejne, w bliskim sąsiedztwie. Natomiast Wielki Chocz jest górą która wyrasta praktycznie od zera, z równiny, górując nad całą okolicą. Niesamowite wrażenie i niepowtarzalne widoki. Zdjęcia nie oddają tego w pełni, trzeba to zobaczyć na własne oczy.

Wracamy tą samą drogą, choć można też wybrać wariant do Wysznego Kubina. Rozkład jazdy autobusów z Valaskiej Dubovej do Dolnego Kubina można sprawdzić w ogólnosłowackiej wyszukiwarce www.cp.sk

Jeżeli przyjedziemy wcześniej, jest jeszcze czas żeby pospacerować po Dolnym Kubinie. W takim razie warto wysiąść wcześniej, w centrum miasta. Dolny Kubin jest nieformalną stolicą i największym miastem Orawy. Nie jest to jakaś bardzo cenna perełka architektury jak Lewocza czy Koszyce, ale tutejszy zabytkowy deptak jest bardzo ładny i sympatyczny. Jest tu też gdzie usiąść – pizzerie, restauracje, puby. Niektóre z nich całkiem klimatyczne.

Deptak w Dolnym Kubinie

Powrót z dworca autobusowego do Polski autobusem o godzinie 18:20. Do Zakopanego przyjeżdżamy o godzinie 20:47.

Jakub Łoginow




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *